Strona główna -Koniemłoty                           Strona główna  - Archiwum

 

   

Wybrane fragmenty książki pt. "Pamiętniki" Krzysztofa Mikołaja Radziwiłła wydanej przy współudziale

DOMU I BIBLIOTEKI SICHOWSKIEJ IM. KRZYSZTOFA I ZOFII RADZIWIŁŁÓW w Sichowie Dużym

 

...

Nazajutrz rano spakowałem rzeczy i 22 maja 1922 roku byłem już w Sichowie, gdzie miałem pozostać aż do aresztowania mnie przez Niemców 4 sierpnia 1940 roku. Oczywiście, przez te osiemnaście lat nieraz z Sichowa wyjeżdżałem, czy to na krótkie pobyty za granicą, czy też na posiedzenia senatu, czy wreszcie w 1939 roku na front; poza tym mniej więcej raz na kwartał bywałem dzień, dwa w Warszawie, aby zupełnie nie zardzewieć. Cały ten okres mojego życia był jednak tak ściśle związany ze sprawami Sichowa i dóbr staszowskich, iż mogę spokojnie powiedzieć, że wszystkie te wyjazdy były tylko epizodami, gdyż mojego warsztatu pracy ani na chwilę w myślach nie opuściłem.

...

Był to styk trzech powiatów: stopnickiego, na terenie którego leżał sam Sichów, sandomierskiego, w którym znajdowały się, stanowiące centrum naszego radziwiłłowskiego przemysłu, Rytwiany, z cukrownią, tartakiem, młynem, gorzelnią, cegielnią, olejarnią i wielkimi stawami rybnymi, oraz największa część lasów, między którymi najpiękniejszy był jodłowo-dębowy las przyklasztorny z klasztorem pokamedulskim, należącym również do nas, i przeważnie dębowy rewir turski. W powiecie opatowskim leżał tylko najdalszy nasz rewir Mostki. Całość przed podziałem między braci, a więc w chwili gdy osiadłem na stałe w Sichowie, składała się z siedmiu rewirów leśnych i prawie dwudziestu folwarków: Sichów, Niziny, Krzczonowice, rzędów, Grzybów, Szwagrów, Matiaszów, Słupiec, Zofiówka, Łubnice, Wilkowa, Rytwiany, Słupia, Pacanów, Karsy, Niegosławice, Książnice, Zborówek, Tursko Małe, przeważnie o dobrej ziemi pszenno-buraczanej, wśród których najurodzajniejsze folwarki nadwiślańskie z osławionym przez legendę Pacanowem.

...

Staszów był, oprócz stanowiącej większość ludności żydowskiej, zamieszkany przeważnie przez szewców chałupników, których wiele razy, również i z moim udziałem, próbowano bezskutecznie założyć szewską spółdzielnię. Przed wojną Staszów, pod względem liczby mieszkańców większy od Sandomierza, należał do powiatu sandomierskiego. Obecnie otrzymał rangę stolicy nowo utworzonego powiatu, tak że dziś całe nasze dobra leżały na terenie powiatu staszowskiego.

...

Z członków wydziału powiatowego, którzy oczywiście kolejno się zmieniali, ale z którymi pracowałem prawie dwadzieścia lat Polski międzywojennej, pamiętam Barańskiego, właściciela miejscowej knajpy, w której obgadywaliśmy i ustalali niejedną ważna dla powiatu decyzję;  doskonale gospodarującego na swoim średniorolnym gospodarstwie, lewicującego poza granice dopuszczalne w BBWR-ze Czaplę z Grzybowa, który w 1920 roku wstąpił do organizowanego w Staszowie oddziału kawalerii, której mój ojciec ofiarował kilkanaście koni, a 11 listopada 1939 roku uczestniczył wraz ze mną, już po moim powrocie z frontu, w ostatnim chyba na naszym terenie nabożeństwie urządzonym dla uczczenia tego święta narodowego w Koniemłotach. W pracy samorządowej Czapla był mimo pewnych demagogicznych skłonności rzeczowy i pożyteczny.

...

O wiele trudniej jednak było wybudować szkołę w gminie, na terenie której był położony jakiś folwark, bo przemnożona przez większą ilość morgów choćby niewielka składka stanowiła już pewną znaczniejszą kwotę, której pozbawiona przeważnie kapitału obrotowego większa własność nie miała z czego uiścić, a pożytek bezpośredni szkoły był dla niej mniej wyraźny, już choćby dlatego, że dzieci samych właścicieli oraz ich administracji do niej nie uczęszczały, najczęściej przygotowywane w domu do średnich szkół w większych miastach. Dla chłopów natomiast, których dzieci, zmuszone do chodzenia do innej, często odległej o kilka kilometrów wsi, i w rezultacie wobec braku obuwia skazane pasienie gęsi i na analfabetyzm, każda budowa szkoły we własnej wsi była sprawą bliską, a możliwość zarobku przy samej budowie lub zwózce materiału często przewyższała wysokość składki z kilku mórg gospodarstw małorolnych. Tym niemniej trafiali się nieraz i tacy zatwardziali chłopscy konserwatyści, którzy na wszystko odpowiadali jak pewien radny gminny w Koniemłotach: „Morga nie wytrzyma”.

...

Poczciwego i głupiego jak but Sławoja-Składkowskiego uważałem za człowieka pełnego najlepszej woli, w czym nie różniłem się zresztą z opinią przeciętnego, także sanacyjnego obywatela. Tak na przykład nie zapomnę nigdy, jak sanacyjny wójt z Koniemłot przesłał mi nakaz pomalowania na biało wszystkich płotów, jako specjalnego hobby owego premiera, dodając: „I ja, i książę pan rozumiemy, że to nie ma żadnego sensu, ale dla tego >>głupiego<< wykonać trzeba”

...

Jako współwłaściciel dóbr staszowskich musiałem się przy tym ustosunkować, tak czy inaczej, aż do dwóch biskupów: kieleckiego i sandomierskiego, oraz do 10 parafii, na terenie których znajdowały się nasze rewiry leśne i folwarki. Były do dziekanaty: staszowski i pacanowski i probostwa w Koniemłotach, Tuczępach, Rytwianach, Beszowej, Zborówku, Niekrasowie, Szczebrzuszu oraz najdalej połozone od Sichowa probostwo w Bogorii.

...

W kamieniołomach pracował obok mnie kolega, również z polskim „P” na trójkącie, czyli winklu, naszytym na pasiaku. Był to człowiek fizycznie o wiele ode mnie słabszy, ale mimo to wyraźnie pracował za siebie i za mnie, pozwalając mi tylko markować moje, niezdarne zresztą zawsze, uderzenia kilofem. Zapytałem go więc, dlaczego tak postępuje, i wtedy usłyszałem następującą opowieść o sobie, o której, choć prawdziwa, naturalnie dawno zapomniałem: „Książę pan jechał konno do Koniemłot, a ja jako bezrobotny szedłem drogą i prosiłem o wsparcie. Książę pan odpowiedział, że nie ma drobnych. Po chwili jednak słyszę tętent, to książę pan wrócił się i powiedział: >>Bracie, skłamałem, mam drobne<< i dał mi złotówkę; za to, że książę wtedy się wrócił, teraz mu pomagam”. Choć historia była rzeczywiście prawdziwa, to wdzięczność mojego towarzysza niedoli była na pewno o wiele bardziej budująca.

...